Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 października 2012

Po beskidzie błądzi jesień....


 Słońce nad stadniną,
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła... 

...Konie, dumne konie
w blasku wstającego dnia,
czułe i szalone,
czemu was uwielbiam tak?



Mgła, wiatr i droga wiodąca doliną potoku sprawia przygnębiające wrażenie zimna, jakoś nie spodziewałam się na dalszą cześć dnia niczego innego niż chłód i wiatr, ale jakież było moje zdziwienie kiedy z doliny potoku wyjechałam w góry.



 






Piękne te moje góry nie za wielkie, ale jakie cudowne i urocze






Zimny poranek odszedł w zapomnienie, a ciepła, złota jesień ukazała się w całej swej krasie i wyjątkowo pięknie przywitała nas na stokach Prusowa* ścieląc pod końskie nogi, czerwone i żółte liści, przejazd okazał się wyjątkowym nie tylko ze względu na moich czworonożnych towarzyszy, ale także plener, słonko przebijające się przez mgłę oświetlało jesienne korony drzew, wszechobecny czerwony kolor sprawiał wrażenie płonącego lasu. 





 A teraz z innej beczki. zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć tu,  tu,  tu i tu  z Hubertusa organizowanego przez "Strażników Beskidów"*, piękne zdjęcia i konie jest na co popatrzeć.

* Prusów (1010 m n.p.m.) - szczyt w Beskidzie Żywieckim.
* Beskidzkie Stowarzyszenie Miłośników Koni i Przyrody "Strażnicy Beskidów"


Z jesiennymi pozdrowieniami 

wtorek, 5 czerwca 2012

Cynober rzodkiewkowy

Po dość długim okresie bezdeszczowym, odwiedził nas deszczyk, taki bajkowy, jak to mawiał miś Uszatek - kapuśniaczek.
Odświeżający deszczyk, roślinki od razu odżyły,  ziemia idealna na pielenie, a przy okazji pielenia przerwałam trochu rzodkiewkę. Na wyrywałam dość duży pęczek, może i nie przepisowych rozmiarów, ale smakuje wspaniale.
Z tego co nie wpadło do śniadaniowego twarogu, zrobiłam rzodkiewkowy bukiecik.



I jeszcze kilka ogrodowo- deszczowych fotek.






A na koniec zdjęcia z minionego weekendu, toż to było istne szaleństwo - dwa dni, każdy po 11 godzin w siodle.


Dobrze, że na siodle miałam skórę, bo nie napisze co miałabym najbardziej obolałe.





pozdrawiam 

wtorek, 15 maja 2012

U & U, albo ulewa, albo upał.

Witam słonecznie w ten pochmurny dzień.
Chciałam napisać o zamierzchłych czasach czyli o weekendzie majowych. Nie będzie tak poetycko pięknie, jak czytam na innych blogach, przy okazji zazdroszczę co niektórym takiej umiejętności  pisania. U mnie będzie tak konkretnie... po wiejsku.
Pierwsze dni spędzone w domku z dziećmi, rzeka, las, działka, budowa. Jak to zwykle u nas nie wyjeżdżamy, a mimo to cały czas nas nie ma w domu.
Druga część to istne szaleństwo z racji tego, że młodzieżówka1 umolędziła2 mnie, żeby zorganizować dwu dniowy rajd zawiozłam swoje pociechy do teściowej, dzieci zadowolone, a babcia jeszcze bardziej.

Następnego dnia.
Godz 9:00. (piątek)
Wszyscy gotowi do wyjazdu, komenda na koń, a tu zaczyna kropić, a raczej można powiedzieć, że pada. Rajd jeszcze się nie rozpoczął, a już miał  się zakończyć, ale nie w tym przypadku, pamiętacie jak człowiek miał te naście lat, ludzie! nic dla nas nie było problemem, tak się nam głupot chciało jak teraz nam się nie chce ;-), i tym razem, ja stara baba zgodziłam się na wyjazd w deszczu, wyjechaliśmy.
Pierwsza godzinka rajdu minęła nam w lekkim deszczyku, w drugiej już się zaczęło wypogadzać, pierwszy przystanek po 2,5 godz u kolejnego uczestnika rajdu - Wędrownego Sokoła, ognisko już się pali, my schniemy, konie odpoczywaj, wyjeżdżamy po godzinie, wiatr przegania chmurki, słoneczko zaczyna się pokazywać, wszyscy zadowoleni.
Po 30 minutach dołącza do nas kolejnych dwóch uczestników - Farmer z żoną, to jest nas już ośmiu.
























Jedziemy uroczym ścieżkami, które zna chyba tylko Wędrowny Sokół , wszyscy szczęśliwi, a tu nie wiadomo skąd zaczyna się ulewa, toż to istne oberwanie chmury. Leje dobre pół godziny, drogą zaczyna płynąć potok, na szczęście to tylko ulewa, a nie burza.








Idąc za myślą  "Ujechawszy milę, popaś konia chwilę; ujechawszy trzy mile, czoła mu potrzyj; ujechawszy sześć, dajże mu jeść." Chwilka dla koni, ponieważ zostało nam jeszcze jakieś 1,5 godziny drogi do schroniska, więc odpoczynek się należy.



W schronisku czekała na nas pyszna kolacja i cieple łózko, a na konie czysta woda i pachnące sianko. Późnym wieczorem dojeżdżają jeszcze Młody Kojot i Darek, którzy z powodu bardzo gęstej mgły mieli mały kłopot z trafieniem na szlak.

Ranek mile zaskoczył nie tylko nas koniarzy, ale także innych bywalców górskich szlaków, piękną pogodą. Konie dostały futro3 , my śniadanie, czas w drogę.


Wyruszamy w drogę powrotna, niestety tylko część drogi  wszyscy razem, ponieważ z racji tego, że mieszkamy w różnych częściach Żywiecczyzny, musimy się rozjechać każdy w swoja stronę. 
Wędrowny Sokół, Farmer, Zosia, Młody Kojot i Darek jadą na północ, tak więc po ok godzinie wspólnej drogi, czas na pożegnanie, szybkie uściski, całusy i "Z Bogiem", konie rżą za towarzyszami, czas nagli, jeszcze długa droga przed nami, czeka na nas czarny szlak.




Szlakiem dojeżdżamy do schroniska, słonko praży nie miłosiernie, pora na odpoczynek, konie rozkulbaczone, łapczywie skubią młoda trawkę. Mamy chwilę, więc czas na jagodzianki, może i to nie sezon na jagody, ale na Boraczej zawsze można ich skosztować. Siedzimy podziwiając konie i piękne widoki, po czasie okazuje się, iż słonko tak nas podziwiało, że opaliło czyt. spaliło nam odkryte części ciała.




Godzinka przerwy i czas do domu, wyruszamy. Kolejna góra za za nami i czas na kolejne pożegnania. Ja, Wanesa i Paulina jedziemy na wschód,  Zwiadowca i Szymon na południe.  


Do domu docieramy ok 17:00. 
Konie już w stajni, napojone, nakarmione i wyczyszczone,  my zmęczone, ale szczęśliwe, że pomimo początkowego rozczarowania pogoda, wszystko dobrze się skończyło.




1 Młodzieżówka - nastolatki (Paulina, Wanesa, Szymon, Jaś-Zwiadowca)
2  Umolędzić - prosić o coś długo.
3 Futrować, dać futro - nakarmić, dać jeść.



pozdrawiam




piątek, 27 kwietnia 2012

A u mnie ... cisza, spokój i piękna pogoda.

"Podczas jazdy nie patrz na konia, zapewniam Cie, ze nie zmieni koloru."
                                                                                                Pat Parelli.


Nie patrzę na niego tylko wokół i chciałam pokazać Wam zdjęcia, tego co wokół, zdjęcia które na pierwszy rzut oka wydają się nieudane, dlatego że widok zasłaniają końskie uszy, ale o to właśnie chodziło, żeby pokazać świat pomiędzy końskimi uszami.
Zdjęcia z wczorajszego popołudnia.




A to moje znalezisko, dziko rosnący Wawrzynek Wilczełyko, którego jak żyję nie miała okazji podziwiać w naturze. Owszem widziałam w ogródkach, no ale przecież to nie to samo, tak się ucieszyłam, że musiałam po prostu musiałam pstryknąć kilka zdjęć.
Wydaje mi się że to dorosły krzew, ale przy swoich 80 cm to wygląda w lesie na maleństwo.
Rośnie sobie głową w półcieniu, nogami we wodzie, dobrze mu tak i już, a ja się ciesze jak dziecko, że takie cuda dziko rosnące można jeszcze u nas podziwiać.







Pozdrawiam

sobota, 14 kwietnia 2012

Wiosna w pełni - a ja w lesie

Do napisania tego postu zabieram się już po raz trzeci, natłok zajęć i mnogość moich luźnych myśli niespójnych z całością  jest przeogromna, ale może uda mi . . . . . coś napisać

Wystarczy słaby przebłysk słoneczka, a od razu jakoś tak cieplej,  kawka popołudniowa lepiej smakuje, bo na polu*, kwiatki takie maleńkie w porównaniu z letnimi, a o ile bardziej cieszą oczy i budzą radość w sercu. I kwitnące bazie na których już pracują pszczoły i zbierają pierwszy pożytek i pączki pojawiające się na gałęziach, wszystko to sprawia, że wraca radość i chęć do działania.




Pogoda piękna, więc większość czasu spędzam an polu i przez to w domu mam korek
z pracą, pranie nie poprasowane, zaproszenia na komunie syna niedokończone,  i już po północy, a ja jestem jeszcze wczorajsza.
Zaproszenia w formie koszuli i marynarki, marynarek jeszcze nie zdążyłam zrobić, koszule już mam nawet niektóre z krawatem. Pomysł na zaproszenia zaczerpnięty z sieci, ale wykonanie w całości moje, jak dokończę marynarki to się pochwale całością.       



Przedstawiam Wam moje ulubione końsko - Intruz, żebyście moje babulki wiedziały jaka to franca złośliwa, chyba charakter przejął z imienia, ale tak go lubię, że nie zamieniłabym go na innego, a pisze o nim ponieważ czas otworzyć sezon jeździecki i chcę się pochwalić, że jutro rano jadę na rajd, przepraszam, dziś rano jadę na rajd i właśnie miałam iść wcześniej spać, ale jak to zwykle ja dalej siedzę, dłubie i nadrabiam dzienne zaległości, nikt nie chodzi, nikt nie przeszkadza, czasami tylko pies przyjdzie się popatrzeć na mnie, więc mogę działać.
Miało być jeszcze o spódnicy, o kamizelce, ale że muszę wcześnie wstać, więc znowu nie dokończę tego co zaczęłam. Idę spać.  
Do zobaczenia


* na polu - na dworze, na zewnątrz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...