Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekendowe szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekendowe szycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Przygotowania do świąt 3...2...1... start

Początek adwentu to czas  oczekiwania na święte oraz okres przygotowań. Zatem zaczynam i ja.
Plan na tegoroczne święta to biel, zieleń, naturalne materiały oraz futrzane dodatki.
Oczywiście nie obejdzie się bez tak modnych skrzatów. Jednak w moim przypadku muszą być w pasujący kolorze. Plan zakłada, że nie będzie czerwonego, ale.... czas pokaże co z tego wyjdzie. 




Do wykonania potrzebne jest:
* rękaw ze swetra lub skarpeta,
* kawałek futerka, dwa rodzaje.
* wypełnienie (ryż, kasza, fasola),
* klej na gorąco, drut, wata, skarpeta nylonowa.

W domu nie miałam starych swetrów, zatem wizyta na galeryji* była niezbędna. Kupiłam kilka 😉 swetrów i kurtek z futrzanymi obszyciami, bo na brodę trzeba futerko. 

Rękaw sklejamy na dole. Fasolę wsypujemy do skarpety nylonowej i firmujemy za pomocą taśmy klejące, coby nasz skrzat był trochę wyższy.
Wypełnienie wkładam do rękawa, odcinamy niepotrzebna cześć rękawa. 


W środku przyklejany zwinięty u podstawy drut i zaklejamy wierzch korpusu skrzata. Drut będzie nam potrzebny do uformowania czapeczki.
Ze skrawka materiału robimy noska i przyklejamy w wybranym miejscu. Pod noskiem doklejamy brodę.


Żeby nam wyszła zgrabna czapeczka, musimy odciąć cześć materiału.  Odcięte części sklejamy, nakładamy na wystający z korpusu drut i przyklejamy.  Na zakończenie naklejamy drugi rodzaj futerka, a dzięki drutowi możemy w dowolny sposób uformować kształt skrzaciej czapki.



Kto nie ma kleju na gorąco może to wszystko zrobić za pomocą igły i nitki. 
Tak oto powstał pierwszy element dekoracji świątecznej. 

* sklep z używana odzieżą 

piątek, 11 kwietnia 2014

Piejo kury piejo i beczo baranki.




Dziś historia z życia wiejskich ludków.

Ślubny mój wybrał się w początkiem lutego na męski rajd konny pozwiedzać okolice, zaliczyć schronisko, jednym słowem rozruszać konie po sezonie zimowym.
Było dość późno jak moje pół zadzwoniło, żebym przyjechała - szybko, tłumaczy którą drogą, ale to całkiem w innym kierunku gdzie pojechali,
 - po co ?, 

- mam coś dla ciebie, ale nie mogę tego za daleko wieźć na koniu.
Szybko do auta jadę jakieś 20 min, cały czas w głowie siedzi co też on takiego wiezie na tym koniu,
a że uczęszczałam na kurs rzeźbiarski myślę pewnie rzeźbę kupił, no ale na takim odludziu gdzie same stare chałupy stoją i same staruszki mieszkają, coś ten pomysł nie bardzo mądry, a jak nie rzeźba to pewnie jaką pucierke1  dostał od kogo i wiezie.
Dziewczyny i oto jadę polna drogą wypatruję ślubnego z kolegami, jest, widzę go ! zatrzymuje auto, wychodzę patrzę i oczętom moim nie wierze mój na koniu ... barana wiezie. W tym momencie przypomniała mi się  kartka wielkanocna na której Jezus na szyi
baranka niesie, mój wyglądał jak ten Jezus z kartki tylko jeszcze na koniu jechał.
Było to małe  kilku dniowe stworzenie, nie bardzo nawet beczeć chciało, ale skąd się baran wziął, już wyjaśniam. Jak się okazało w drodze powrotnej postanowili za kolędować (był luty więc jeszcze się kolęduje u nas) i odwiedzili w tym celu siostrę babci żony (ciotką dalej zwaną ) jednego z kolegów będących na rajdzie. Ciotka zaprosiła ich do domu tudzież chałupy. Siedzą za stołem, a tu wychodzi mała rogacizna, która spała sobie w ciepełku w kosycku2
za piecem. Czujecie to baranek w domu ze piecem. Baranek został sierotką, a że luty, w szopie pusto bo oprócz padłej owcy nie było już stworzeń, więc babulinaka zwyczajnie jak za dawnych czasów wzięła baranka do domu, żeby nie zmarzł.
Po tym jak mój opowiedział ciotce jak to kiedyś i jego żona, czyli moja skromna osoba odchowała nowo narodzone prosiątko, stał się szczęśliwym właścicielem baranka.
Baranek został Bartkiem, któremu dla towarzystwa przywieźliśmy od znajomego bacy równie biedne stworzenie, bo porzuconą przez matkę ślepą owieczkę, którą nazwaliśmy Agatka.
I tak to mąż żonie załatwił dodatkowe pół etatu, bo oba stworzenia musiałam karmić butelką co godzinkę. Teraz już lepiej, bo z butelką chodzę tylko co 4 godzinki.








Na zdjęciach Agatka z lnianą kurką.




1 pucierka -  drewniane naczynie do przechowywania.
2 kosycek - koszyczek



Pozdrawiam wiosennie.

piątek, 4 października 2013

Przyleciały i chyba zostaną na dłużej.

Witam

Pogoda już się nam troszku popsuła, grzyby nie rosną, więc z potrzeby zajęcia rąk czymś pożytecznym postanowiłam wyhaftować jesienne ptaszorki, w domu miałam tylko kawałek taśmy i tak oto powstały niewielkie serducha ze skrzydlatymi przyjaciółmi.







Kolejne trzy serduszka bez haftu, ozdobione bawełnianą taśmą i błyszcząca pierdołką zdemontowana z starej bransoletki.



pozdrawiam 


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Lawendowy post

Kochane moje chciałam Wam dzisiaj pokazać moje haftowanie, naoglądałam się na Waszych blogach pięknych wypełnionych lawendą zapachowych woreczków i musiałam po prostu musiałam mieć takie pachnotko w swojej szafie. 
Zrobiłam 3 woreczki, dwa bawełniane i jeden lniany. Haft na kanwie dość prosty, gorzej na lnie, no ale cośik wyszło, jak myślicie?











W tym lawendowym zapale zrobiłam też ciasteczka lawendowe. Szybkie do zrobienia i bardzo łatwe, nawet mnie się udały.




Pozdrawiam 


niedziela, 13 stycznia 2013

W kolorach zachodzącego słońca.

Kolejna przeróbka starego na nowe. Tym razem starą kamizelkę w pięknym odcienie niebieskiego przerobiłam na spódniczkę dla Oleńki, po odcięciu dołu została góra, która nadawała się do sprucia i tak też zrobiłam z odzyskanej włóczki powstał komin i oczywiście obowiązkowo kwiatuszek do opaski.





Mam dla Was jeszcze piękny beskidzki widok upolowany przeze mnie z kamerki  Dalekich Obserwacji, umieszczonej na schronisku na Rysiance * . Zdjęcie jest co prawda z grudnia, ale widok i kolory są tak piękne, że musiałam Wam to pokazać.
 

 

Na koniec muszę się pochwalić cukiereczkami jakie wygrałam na candy organizowanym na blogu Maikowa.
Piękna rameczka z wyhaftowanym mottem, cudna anielica, woreczek z lawendą i jeszcze mnóstwo przydasi.




A oto cudeńka jakie dostałam od Maikowej.





* Rysianka (1322 m) szczyt w Grupie Lipowskiego Wierchu i Romanki w Beskidzie Żywieckim

 Pozdrawiam 


środa, 12 grudnia 2012

Co ?, taka zieleń na Boże Narodzenie.

Synuś tak upaprał* koszulkę atramentem, że nie pomogło odplamianie, koszulka nadawała się tylko do wyrzucenia, ale jak to zwykle ze mną bywa, trzy razy coś oglądam zanim wyrzucę i tak było i tym razem, z koszulki  uszyłam choineczki i materiałowy naszyjnik.































Kolor trochę nie pasujący do Bożego Narodzenia, ale co tam dla świątecznego wyglądu  dwie choineczki ozdobiłam cekinami, a jednej zrobiłam tylko cekinowy czubek.



* upaprał- wybrudził

pozdrawiam
 

wtorek, 20 listopada 2012

Kawałek bawełny.


Dostałam w prezencie bardzo ładny kawałek bawełny, powstały z niego 3 poszewki na jaśki, dwie serwetki i firaneczkę.


Powstały trzy poszeweczki, dwie serwetki, a z tego co zostało uszyłam jeszcze firaneczki.





Pozdrawiam

poniedziałek, 30 lipca 2012

Kozy dwie

Dziś kolejny post z mojego ulubionego cyklu: recykling, tym razem recykling szyciowy.
Wpadła mi w ręce stara sukienka mojej córci i jak to zwykle ze mną - wyrzucić szkoda, ubrać za mała, więc może uda się przerobić na coś innego.
I tak oto wyszła spódniczka.


Tak wyglądała sukieneczka przed utratą osobowości.

 

 Ponieważ z sukienki dało się zrobić tylko spódniczkę i opaskę, na bluzeczkę nie starczyło już materiału. Bluzkę zrobiłam z ...... poplamionej podkoszulki.


 Odcięłam poplamioną górę, wszyłam gumkę i już takie małe coś gotowe.



pozdrawiam

środa, 30 maja 2012

Zaległości

Przyszła pora na zaległości.
Kiedyś w szaleństwie maszynowo - hafciarskim postanowiłam rzucić się na głęboka wodę i uszyć córci spódniczkę z kamizelką.  Prawdę powiedziawszy zawsze marzyło mi się coś ze sztruksu i w kratkę, więc jak podczas wiosennego odświeżania szafy trafiła mi w ręce, mężulkowa koszula, nie mogłam przepuścić okazji.
Jakoś nie zastanowiłam się nad ta moja decyzją , choć jeszcze do niedawna dziwiło mnie po co krawcowa używa szpilek, a teraz chciałam uszyć coś w czym moje dziecko miało wyjść z domu między ludzi.
Teraz się pochwalę tym co umęczyłam - komplecik z wierzchu nawet, nawet, dobrze że nie widać tego czego nie widać ;-)
Ot i moja córuchna


"Uwielbiam cię, siano wonne,
bo nie znajduję w tobie dumy dojrzałych kłosów.
Uwielbiam cię, siano wonne,
któreś tuliło w sobie Dziecinę bosą."
                                               Karol Wojtyła



A to koszula z której powstał komplecik.


Kamizelka – to dopiero wyzwanie, zwłaszcza, jak sobie wymyśliłam, że ma być dwustronna.


Żeby uszyć spódniczkę – bombkę, potrzebowałam innej spódniczki.


Trwało to dwa weekendy, ale się udało.



Pozdrawiam

sobota, 25 lutego 2012

A,aa jaski dwa.


Jeden  beżowy, drugi biały, oba mi się spodobały.



Nie jestem mistrzem krawiecki, nigdy nawet nie byłam, na żadnym kursie kroju i szycia, ale zamek do spodni umiem wszyć, wiec w napływie natchnienia, pokusiłam się i zaczęłam szyć poszewki na jaśki. Jak to zwykle ja w gorącej wodzie kąpana, jest pomysł, więc trzeba działać, zanim chęci się ulotna jak zapach hiacynta poźną wiosną. Wydawało mi się, że to coś banalnego, jednak wymagałoby to naprawdę sporo pracy, zwłaszcza jeżeli, wychodzi się z założenia, ze szpilki są niepotrzebne, a  przyszycie 20 cm falbanki w pierwszej poduszce wymagało zręczności i użycia wszystkich 10 palców, tu przetrzymam, tu podciągnę, proste, proste to było z założenia, ale co ja się nakombinowałam. Po dokonaniu wiekopomnego odkrycia do czego krawcowej potrzebne szpilki, zaczęłam szyć i oto efekty mojej pracy.



piątek, 24 lutego 2012

Nowa przyszłość małych koszul.

Jak tylko najdzie mnie efekt gniazdowania, co z góry dementuje, nie dotyczy  tylko kobiet ciężarnych, ale również i mnie, dostaje wtedy natchnienia do układania, przedkładanie i sortowania wszystkiego co wpadnie mi w ręce i tym razem przyszła kolej na dziecięce ubranka, wszystko co za małe, układam w szafie i co jakiś czas rozdaje znajomym, którzy maja mniejsze dzieci od moich, ubrania nie są zniszczone więc szkoda je wyrzucać, a zostawić ze starszego dziecka dla młodszego bez sensu, bo starszy chłopiec, a młodsza o 5 lat córcia, więc jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się oddanie dla potrzebujących.




A nawiązując do wątku, kilka dni temu porozwoziłam kolejne pudla z ubraniami, a już mój pierworodny przychodzi z za mała koszulą, którą powiem szczerze zostawiłam w półce mając nadzieje, że może syn założy ją jeszcze kilka razy, o nadziejo matko głupich, dziecko które jeszcze nie tak dawno potrzebowało mojej codziennej pomocy, teraz sam decyduje co założy, a ta koszula już całkiem "wypadła mu z gustu".




Siedzę i co, miejsce w szafie przeznaczone na coś innego, jechać z jedną szmatką bez sensu, a może coś z niej zrobić, ale co  - może spódniczka dla młodszej, już późno nie chce mi się siedzieć i dłubać, a jak odłożę na jutro to zostanie i na 3 miesiące, więc coś na szybko -  poszewka na jasiek, pomysł prosty, a wykonanie jeszcze prostsze.Weź koszule, zaznacz wymiary jaśka, przeszyj z 4 stron na maszynie i wuala, śliczny jasiek jak się patrzy. Zeszyty z 4 stron, ale jak włożyć wkład do jaśka , to proste wystarczy odpiąć zamek.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...