Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 marca 2018
Czas powrotów.
Wracam po trzech latach nie obecności, w tym czasie przeprowadziłam się do nowego domu, dzieci mi urosły, ja o trzy lata starsza. Pożegnałam psa, wieloletniego przyjaciela Maxa, który był moim kompanem w wycieczkach, rajdach. Słuchał, nie marudził, nie gadał, po prostu był. Na pocieszenie dostałam kotkę o imieniu Zorra, dziwny kot z niej, łasic się nie lubi, czasami pogada coś do mnie, ale jednak kot to nie to samo co pies.
Dobra było minęło, teraz wznawiam działalność :-), dalej będzie o wszystkim: ogrodowo, domowo, będzie zrób to sama, będzie ładnie, pięknie i kreatywnie. Mam nadzieję, że ciekawie.
Zapraszam
piątek, 11 kwietnia 2014
Piejo kury piejo i beczo baranki.
Dziś historia z życia wiejskich ludków.
Ślubny mój wybrał się w początkiem lutego na męski rajd konny pozwiedzać okolice, zaliczyć schronisko, jednym słowem rozruszać konie po sezonie zimowym.
Było dość późno jak moje pół zadzwoniło, żebym przyjechała - szybko, tłumaczy którą drogą, ale to całkiem w innym kierunku gdzie pojechali,
- po co ?,
- mam coś dla ciebie, ale nie mogę tego za daleko wieźć na koniu.
Szybko do auta jadę jakieś 20 min, cały czas w głowie siedzi co też on takiego wiezie na tym koniu, a że uczęszczałam na kurs rzeźbiarski myślę pewnie rzeźbę kupił, no ale na takim odludziu gdzie same stare chałupy stoją i same staruszki mieszkają, coś ten pomysł nie bardzo mądry, a jak nie rzeźba to pewnie jaką pucierke1 dostał od kogo i wiezie.
Dziewczyny i oto jadę polna drogą wypatruję ślubnego z kolegami, jest, widzę go ! zatrzymuje auto, wychodzę patrzę i oczętom moim nie wierze mój na koniu ... barana wiezie. W tym momencie przypomniała mi się kartka wielkanocna na której Jezus na szyi baranka niesie, mój wyglądał jak ten Jezus z kartki tylko jeszcze na koniu jechał.
Było to małe kilku dniowe stworzenie, nie bardzo nawet beczeć chciało, ale skąd się baran wziął, już wyjaśniam. Jak się okazało w drodze powrotnej postanowili za kolędować (był luty więc jeszcze się kolęduje u nas) i odwiedzili w tym celu siostrę babci żony (ciotką dalej zwaną ) jednego z kolegów będących na rajdzie. Ciotka zaprosiła ich do domu tudzież chałupy. Siedzą za stołem, a tu wychodzi mała rogacizna, która spała sobie w ciepełku w kosycku2 za piecem. Czujecie to baranek w domu ze piecem. Baranek został sierotką, a że luty, w szopie pusto bo oprócz padłej owcy nie było już stworzeń, więc babulinaka zwyczajnie jak za dawnych czasów wzięła baranka do domu, żeby nie zmarzł.
Po tym jak mój opowiedział ciotce jak to kiedyś i jego żona, czyli moja skromna osoba odchowała nowo narodzone prosiątko, stał się szczęśliwym właścicielem baranka.
Baranek został Bartkiem, któremu dla towarzystwa przywieźliśmy od znajomego bacy równie biedne stworzenie, bo porzuconą przez matkę ślepą owieczkę, którą nazwaliśmy Agatka.
I tak to mąż żonie załatwił dodatkowe pół etatu, bo oba stworzenia musiałam karmić butelką co godzinkę. Teraz już lepiej, bo z butelką chodzę tylko co 4 godzinki.
Na zdjęciach Agatka z lnianą kurką.
1 pucierka - drewniane naczynie do przechowywania.
2 kosycek - koszyczek
2 kosycek - koszyczek
Pozdrawiam wiosennie.
sobota, 27 października 2012
Po beskidzie błądzi jesień....
Słońce nad stadniną,
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła...
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła...
w blasku wstającego dnia,
czułe i szalone,
czemu was uwielbiam tak?
Piękne te moje góry nie za wielkie, ale jakie cudowne i urocze
Zimny poranek odszedł w zapomnienie, a ciepła, złota jesień ukazała się w całej swej krasie i wyjątkowo pięknie
przywitała nas na stokach Prusowa*
ścieląc pod końskie nogi, czerwone i żółte liści, przejazd okazał się
wyjątkowym nie tylko ze względu na moich czworonożnych towarzyszy, ale także
plener,
słonko przebijające się przez mgłę oświetlało jesienne korony drzew,
wszechobecny czerwony kolor sprawiał wrażenie płonącego lasu.
A teraz z innej beczki. zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć tu, tu, tu i tu z Hubertusa organizowanego przez "Strażników Beskidów"*, piękne zdjęcia i konie jest na co popatrzeć.
* Prusów (1010 m n.p.m.) - szczyt w Beskidzie Żywieckim.
* Beskidzkie Stowarzyszenie Miłośników Koni i Przyrody "Strażnicy Beskidów"
Z jesiennymi pozdrowieniami
poniedziałek, 30 lipca 2012
Kozy dwie
Dziś kolejny post z mojego ulubionego cyklu: recykling, tym razem recykling szyciowy.
Wpadła
mi w ręce stara sukienka mojej córci i jak to zwykle ze mną - wyrzucić
szkoda, ubrać za mała, więc może uda się przerobić na coś innego.
I tak oto wyszła spódniczka.
Tak wyglądała sukieneczka przed utratą osobowości.
Ponieważ z sukienki dało się zrobić tylko spódniczkę i opaskę, na bluzeczkę nie starczyło już materiału. Bluzkę zrobiłam z ...... poplamionej podkoszulki.
Odcięłam poplamioną górę, wszyłam gumkę i już takie małe coś gotowe.
pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)










