Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto zobaczyć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto zobaczyć. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2014

Góralski karnawał z Dziadami

Święta za nami więc nadszedł czas na karnawałowe szaleństwa i tym razem jak co roku u nas czyli na Żywiecczyźnie dowodzą Dziady, o ich roli w tradycji i pisałam już wcześniej  o tu. Dzisiaj temat nie zupełnie o nich, ale związany z nimi. 


Mogę chyba śmiało stwierdzić że mamy takie swoiste twórcze ADHA i co nuż to ciągnie nas do zrobienia czegoś innego i tak też w moim przypadku było z masą solna, zaczęłam z niej robić tak troszkę z potrzeby, trochę z podjęcia wyzwania kiermaszowego, ale szczerze nie spodziewałam się, że mi to zostania na dłużej, a jednak coś zostało i teraz zrobiłam można powiedzieć z okazji tych naszych lokalnych tradycji dziadowskich maski, przedstawiające postacie występujące w grupach kolędniczych, są żydy, macidula, śmierć, i oczywiście diabły występują u mnie w ilości hurtowej, hmmm sama nie wiem co  mnie tak do tych diabłów ciągnie. Ale z drugiej strony dobrze mieć po śmierci znajomości na górze i na dole - nie wiadomo gdzie się trafi :-).

Zapraszam do oglądania zdjęć, a jeśli nabierzecie ochoty zobaczyć taki karnawał na żywo to zapraszam na Gody Żywieckie . Łoj będzie się działo !


Macidula

Diabły 


 Dziechciorz lub Dziekciorz) to taki teraźniejszy specjalista ds recyklingu :-)



Żyd




 i kolejne diabelskie stwory.







pozdrawiam

środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt


W naszej ziemskiej podróży do stacji przeznaczenia,
Jest co roku przystanek pod znakiem Bożego Narodzenia.
Dzięki tej przerwie w podróży, dzięki tej chwili wytchnienia,
Możemy rozejrzeć się wokół, jest moment na przemyślenia.
Jest czas na chwilę zadumy, okazja na triumf szczerości,
Można kogoś przeprosić, przekazać wyrazy wdzięczności.
A jeśli przy tej okazji łza z Twego oka wypłynie,
To się jej nie wstydź, nie skrywaj, miłość z tego właśnie słynie.
W ten czas wielki, wspaniały, czas Narodzin Dzieciny
Połam się opłatkiem z bliskim, daruj mu najgorsze winy,
Siądź przy choince, przytul do serca co masz najcenniejsze,
A zobaczysz, pokonasz nawet najstraszniejsze.
I choć czasy trudne, dokoła wiele niepewności,
Nigdy nie trać nadziei, nigdy nie trać radości,
Żyj godnie w miłości, pokoju i zgodzie
Wszak... dla Niego nie było też miejsca w gospodzie.




Wesołych Świąt 

 

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Stare odchodzi, nowe przychodzi, a dziady pod domem.

Sylwester i Nowy Rok to jedyne dni w roku w jakie można spotkać u nas Dziady. 


Dziady to tacy kolędnicy, co to więcej nakarmią i szkody narobią niż pożytku, ale każdy czeka na nich cały rok, a do kogo nie przyjdą to tak jakby się rok nie skończył, bo czegoś zabrakło.

Oczywiście podstawą do powitania dziadów jest okowitka* i zamknięcie domu na klucz, dom zamyka się dlatego, ponieważ jak wpadną do domu to może być ciężko ich z stamtąd wyprosić. 

Tak zwane konie.


Przed dom wychodzi gospodarz, a z racji tego, że dzisiaj u nas w domu mężczyzny nie było role gospodarza pełniłam ja. 
Makijaż zrobił mi Kominiarz,  oczywiście żeby tradycji było zadość twarz  usmarował mnie sadzami, Macidula poprawiła szminką więc mam teraz jeden policzek z sadzy drugi z szminki, dostałam do tego szalik z siana i skarpety słomiane "co by ci zimno nie było" powiedział jeden z dziadów i poszedł.
Okowitke wypili, po kolędowali i poszli dalej, a dla mnie zostało do sprzątnięcia to co potraciły dziady czyli pełno siana, wstążek i różnych szmatek. 


Więcej o dziadach i tradycji dziadowskiej możecie sobie poczytać TUTAJ


*okowitka - wódka


Pozdrawiam i do siego roku!


piątek, 30 listopada 2012

Dratwą i drutem

- Masz kawałek dratwy ?
- Tam z tyłu w półce jest, to sobie weź - powiedział.
To wzięłam, nie powiedziałam tylko mojemu M, że ten potrzebny kawałek w metrach można mierzyć, a że były dwa rodzaje dratwy cienka i gruba to wzięłam obie do tego kawałek drutu miedzianego i jeszcze kilka innych rzeczy, które mogą mi się kiedyś do czegoś przydać chociaż dzisiaj jeszcze nie wiem do czego :-P
Zrobiłam dwie choineczki z dratwy i dwie z drutu.








 pozdrawiam

sobota, 27 października 2012

Po beskidzie błądzi jesień....


 Słońce nad stadniną,
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła... 

...Konie, dumne konie
w blasku wstającego dnia,
czułe i szalone,
czemu was uwielbiam tak?



Mgła, wiatr i droga wiodąca doliną potoku sprawia przygnębiające wrażenie zimna, jakoś nie spodziewałam się na dalszą cześć dnia niczego innego niż chłód i wiatr, ale jakież było moje zdziwienie kiedy z doliny potoku wyjechałam w góry.



 






Piękne te moje góry nie za wielkie, ale jakie cudowne i urocze






Zimny poranek odszedł w zapomnienie, a ciepła, złota jesień ukazała się w całej swej krasie i wyjątkowo pięknie przywitała nas na stokach Prusowa* ścieląc pod końskie nogi, czerwone i żółte liści, przejazd okazał się wyjątkowym nie tylko ze względu na moich czworonożnych towarzyszy, ale także plener, słonko przebijające się przez mgłę oświetlało jesienne korony drzew, wszechobecny czerwony kolor sprawiał wrażenie płonącego lasu. 





 A teraz z innej beczki. zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć tu,  tu,  tu i tu  z Hubertusa organizowanego przez "Strażników Beskidów"*, piękne zdjęcia i konie jest na co popatrzeć.

* Prusów (1010 m n.p.m.) - szczyt w Beskidzie Żywieckim.
* Beskidzkie Stowarzyszenie Miłośników Koni i Przyrody "Strażnicy Beskidów"


Z jesiennymi pozdrowieniami 

sobota, 15 września 2012

A miało nie być kwiatów.

Dawniej na ślub do życzeń obowiązkowo były kwiaty, później dróżki, starości i jeszcze kilka osób z rodziny nosili tą wiecheć* do kościoła albo na sale weselną. Kwiaty za dwa dni poszły do kosza zostały tylko na zdjęciach.
To było kiedyś - teraz zamiast kwiatów nosi się kupon lotto, kredki i farby, maskotki, ubranka dla przyszłego potomka, książki.
Tym razem Młoda Para nie życzyła sobie kwiatów, zamiast kwiatów - wino.
Żeby było krakowskim targiem zrobiłam pudełko na wino w kwiaty.




* wiecheć -pęk czegoś sterczącego.


pozdrawiam

sobota, 1 września 2012

Kołowe zgubisko

Jak to u nas dziwnie w tej Polsce, ludzie zamiast na śmietnik śmieci wywozić to wolą wywalić w lasach, przy drogach nawet jeżeli muszą jechać z tym o wiele dalej niż do śmietnika, jak to mówił jeden znajomy "buroki". Buroki* wyrzucają śmieci do lasu, choć ich kontener jest stale pusty, a i tak płacą nie od ilości śmieci, tylko od osoby, dziwne to ale może nie oganiam sposobu myślenia buroków. Pisze o tym, ponieważ byłam na spacerku w lesie dość oddalonym od domów i jakiejkolwiek drogi, a mimo to pełno śmieci i to aż dziw bierze jakich.



A co znalazłam będąc na grzybach ?, znalazłam starą rafkę z koła od rowerku.
Miałam zabrać do domu i wrzucić do śmietnika, ale mnie naszło i zrobiłam z niej taka póżno-letnią pierdółkę.












Ślubny miał w domu dwie duże rafki ze swojego roweru, jedną mu zakosiłam i zrobiłam dekoracje do altanki.



 


*buroki - ludzie, którym nie da się przetłumaczyć, że śmieci najlepiej wyglądają w koszu niż  pod drzewem lub przy drodze.

pozdrawiam

piątek, 27 lipca 2012

A wiecie co to kamieniec ?

Kamieniec to inaczej rzeka, a iść na kamieniec znaczy tyle samo co iść nad rzeką.
Poniżej kilka fotek pobliskiego kamieńca.


A oto pozostałości po larwie jętki - pusty pancerz.

 Ooo i jeszcze trzy.


ciąg dalszy kamieni :-)



 

To Wam dzisiaj pokazałam, hihihi stertę kamieni.
pozdrawiam


wtorek, 24 lipca 2012

Ozdoba na nadgarstek

Natchnęło mnie i ...... zrobiłam bransoletki, jedna czarna na srebrnej bazie, druga brązowa na bazie złotej.






pozdrawiam

wtorek, 15 maja 2012

U & U, albo ulewa, albo upał.

Witam słonecznie w ten pochmurny dzień.
Chciałam napisać o zamierzchłych czasach czyli o weekendzie majowych. Nie będzie tak poetycko pięknie, jak czytam na innych blogach, przy okazji zazdroszczę co niektórym takiej umiejętności  pisania. U mnie będzie tak konkretnie... po wiejsku.
Pierwsze dni spędzone w domku z dziećmi, rzeka, las, działka, budowa. Jak to zwykle u nas nie wyjeżdżamy, a mimo to cały czas nas nie ma w domu.
Druga część to istne szaleństwo z racji tego, że młodzieżówka1 umolędziła2 mnie, żeby zorganizować dwu dniowy rajd zawiozłam swoje pociechy do teściowej, dzieci zadowolone, a babcia jeszcze bardziej.

Następnego dnia.
Godz 9:00. (piątek)
Wszyscy gotowi do wyjazdu, komenda na koń, a tu zaczyna kropić, a raczej można powiedzieć, że pada. Rajd jeszcze się nie rozpoczął, a już miał  się zakończyć, ale nie w tym przypadku, pamiętacie jak człowiek miał te naście lat, ludzie! nic dla nas nie było problemem, tak się nam głupot chciało jak teraz nam się nie chce ;-), i tym razem, ja stara baba zgodziłam się na wyjazd w deszczu, wyjechaliśmy.
Pierwsza godzinka rajdu minęła nam w lekkim deszczyku, w drugiej już się zaczęło wypogadzać, pierwszy przystanek po 2,5 godz u kolejnego uczestnika rajdu - Wędrownego Sokoła, ognisko już się pali, my schniemy, konie odpoczywaj, wyjeżdżamy po godzinie, wiatr przegania chmurki, słoneczko zaczyna się pokazywać, wszyscy zadowoleni.
Po 30 minutach dołącza do nas kolejnych dwóch uczestników - Farmer z żoną, to jest nas już ośmiu.
























Jedziemy uroczym ścieżkami, które zna chyba tylko Wędrowny Sokół , wszyscy szczęśliwi, a tu nie wiadomo skąd zaczyna się ulewa, toż to istne oberwanie chmury. Leje dobre pół godziny, drogą zaczyna płynąć potok, na szczęście to tylko ulewa, a nie burza.








Idąc za myślą  "Ujechawszy milę, popaś konia chwilę; ujechawszy trzy mile, czoła mu potrzyj; ujechawszy sześć, dajże mu jeść." Chwilka dla koni, ponieważ zostało nam jeszcze jakieś 1,5 godziny drogi do schroniska, więc odpoczynek się należy.



W schronisku czekała na nas pyszna kolacja i cieple łózko, a na konie czysta woda i pachnące sianko. Późnym wieczorem dojeżdżają jeszcze Młody Kojot i Darek, którzy z powodu bardzo gęstej mgły mieli mały kłopot z trafieniem na szlak.

Ranek mile zaskoczył nie tylko nas koniarzy, ale także innych bywalców górskich szlaków, piękną pogodą. Konie dostały futro3 , my śniadanie, czas w drogę.


Wyruszamy w drogę powrotna, niestety tylko część drogi  wszyscy razem, ponieważ z racji tego, że mieszkamy w różnych częściach Żywiecczyzny, musimy się rozjechać każdy w swoja stronę. 
Wędrowny Sokół, Farmer, Zosia, Młody Kojot i Darek jadą na północ, tak więc po ok godzinie wspólnej drogi, czas na pożegnanie, szybkie uściski, całusy i "Z Bogiem", konie rżą za towarzyszami, czas nagli, jeszcze długa droga przed nami, czeka na nas czarny szlak.




Szlakiem dojeżdżamy do schroniska, słonko praży nie miłosiernie, pora na odpoczynek, konie rozkulbaczone, łapczywie skubią młoda trawkę. Mamy chwilę, więc czas na jagodzianki, może i to nie sezon na jagody, ale na Boraczej zawsze można ich skosztować. Siedzimy podziwiając konie i piękne widoki, po czasie okazuje się, iż słonko tak nas podziwiało, że opaliło czyt. spaliło nam odkryte części ciała.




Godzinka przerwy i czas do domu, wyruszamy. Kolejna góra za za nami i czas na kolejne pożegnania. Ja, Wanesa i Paulina jedziemy na wschód,  Zwiadowca i Szymon na południe.  


Do domu docieramy ok 17:00. 
Konie już w stajni, napojone, nakarmione i wyczyszczone,  my zmęczone, ale szczęśliwe, że pomimo początkowego rozczarowania pogoda, wszystko dobrze się skończyło.




1 Młodzieżówka - nastolatki (Paulina, Wanesa, Szymon, Jaś-Zwiadowca)
2  Umolędzić - prosić o coś długo.
3 Futrować, dać futro - nakarmić, dać jeść.



pozdrawiam




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...