czwartek, 8 kwietnia 2021
sobota, 29 lutego 2020
29 lutego dzień, który zdarza się raz na cztery lata.
Dziś szczególny dzień w kalendarzu. Taki, który zdarza się raz na cztery lata.
Jestem tutaj co prawda tylko od czasu, do czasu, ale nie mogłam sobie odpuścić. Trzeba tą okazję jakoś wykorzystać, więc wstawiam zdjęcia ze spaceru.
środa, 26 czerwca 2019
Schodami, schodami do .... ogrodu bede szła.
Bardzo marzył mi się kamienny mur w ogrodzie, taki w którym jest wmurowana ławeczka. Taki nie trochę krzywy, nie dopracowany, ale piękny. Postanowiłam, że taki sobie zbuduje.
Prace rozpoczęłam od schodów prowadzących do ogrodu. Stare były prowizoryczne, ale służące już od początku budowy czyli jakieś 7 lat.. Znacie to " to tak na razie, żeby były" a prowizorka trwa i trwa. :-)
Stare schody były z grubych krawężników i zaczęły się już osuwać. Usunęłam je, podstawę wykopałam, wyrównałam i rozpoczęłam prace przy pierwszym wielkim murowanym dziełem w moim ogrodzie.
Ciężko było, bo wg mojego zamysłu to miałam kamienie bach, bach poukładać na zaprawie i miało być pięknie i idealnie. Stopnie miały być kamienne, ale zrobione tak, żeby nie trzeba było wylewać betonu. Co ja się nakombinowałam, żeby te kamienia ułożyć, no ale jak ułożyć coś co się różni grubością, wielkością i strukturą, no nie da się, nie da.🤪
Po dwóch dniach kombinowania (oczywiście nie dopuszczając męża mego Mirosława do głosu w tym czasie) stwierdziłam, że może jednak wysłucham co ma do powiedzenia. :-) No, cóż okazało się, że tym razem miała racje i wiedział lepiej jak to zrobić.
Rozwiązanie problemu stały się stare krawężniki, które na powrót ułożyliśmy, ustawiliśmy do poziomu, ale teraz jako podkład służący do obklejenia kamieniami.
Po wybraniu i przypasowaniu wszystkich kamieni przyszła pora na przyklejanie. To akurat mi poszło sprawnie i wręcz idealnie czasowo :-p, zajęło mi to "tylko" 5 dni. 😂
Schody zrobiłam, ale do mojego muru jeszcze daleko, bo okazało się,że musi przyjechać koparka i zebrać część skarpy. Teraz zamiast siedzieć na ławeczce przesiaduje na schodach, jakby nie było toż to prawie jak ławeczka. 😄
Jeszcze trzeba zrobić boki i usprzatnąć dookoła, ale można uznać że cześć mojego kamiennego planu zakończyła się powodzeniem.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Przygotowania do świąt 3...2...1... start
Początek adwentu to czas oczekiwania na święte oraz okres przygotowań. Zatem zaczynam i ja.
Plan na tegoroczne święta to biel, zieleń, naturalne materiały oraz futrzane dodatki.
Do wykonania potrzebne jest:
* rękaw ze swetra lub skarpeta,
* kawałek futerka, dwa rodzaje.
* wypełnienie (ryż, kasza, fasola),
* klej na gorąco, drut, wata, skarpeta nylonowa.
W domu nie miałam starych swetrów, zatem wizyta na galeryji* była niezbędna. Kupiłam kilka 😉 swetrów i kurtek z futrzanymi obszyciami, bo na brodę trzeba futerko.
W środku przyklejany zwinięty u podstawy drut i zaklejamy wierzch korpusu skrzata. Drut będzie nam potrzebny do uformowania czapeczki.
Ze skrawka materiału robimy noska i przyklejamy w wybranym miejscu. Pod noskiem doklejamy brodę.
Żeby nam wyszła zgrabna czapeczka, musimy odciąć cześć materiału. Odcięte części sklejamy, nakładamy na wystający z korpusu drut i przyklejamy. Na zakończenie naklejamy drugi rodzaj futerka, a dzięki drutowi możemy w dowolny sposób uformować kształt skrzaciej czapki.
Kto nie ma kleju na gorąco może to wszystko zrobić za pomocą igły i nitki.
Plan na tegoroczne święta to biel, zieleń, naturalne materiały oraz futrzane dodatki.
Oczywiście nie obejdzie się bez tak modnych skrzatów. Jednak w moim przypadku muszą być w pasujący kolorze. Plan zakłada, że nie będzie czerwonego, ale.... czas pokaże co z tego wyjdzie.
Do wykonania potrzebne jest:
* rękaw ze swetra lub skarpeta,
* kawałek futerka, dwa rodzaje.
* wypełnienie (ryż, kasza, fasola),
* klej na gorąco, drut, wata, skarpeta nylonowa.
W domu nie miałam starych swetrów, zatem wizyta na galeryji* była niezbędna. Kupiłam kilka 😉 swetrów i kurtek z futrzanymi obszyciami, bo na brodę trzeba futerko.
Rękaw sklejamy na dole. Fasolę wsypujemy do skarpety nylonowej i firmujemy za pomocą taśmy klejące, coby nasz skrzat był trochę wyższy.
Wypełnienie wkładam do rękawa, odcinamy niepotrzebna cześć rękawa.
Wypełnienie wkładam do rękawa, odcinamy niepotrzebna cześć rękawa.
W środku przyklejany zwinięty u podstawy drut i zaklejamy wierzch korpusu skrzata. Drut będzie nam potrzebny do uformowania czapeczki.
Ze skrawka materiału robimy noska i przyklejamy w wybranym miejscu. Pod noskiem doklejamy brodę.
Żeby nam wyszła zgrabna czapeczka, musimy odciąć cześć materiału. Odcięte części sklejamy, nakładamy na wystający z korpusu drut i przyklejamy. Na zakończenie naklejamy drugi rodzaj futerka, a dzięki drutowi możemy w dowolny sposób uformować kształt skrzaciej czapki.
Kto nie ma kleju na gorąco może to wszystko zrobić za pomocą igły i nitki.
Tak oto powstał pierwszy element dekoracji świątecznej.
* sklep z używana odzieżą
niedziela, 1 kwietnia 2018
wtorek, 20 marca 2018
Czas powrotów.
Wracam po trzech latach nie obecności, w tym czasie przeprowadziłam się do nowego domu, dzieci mi urosły, ja o trzy lata starsza. Pożegnałam psa, wieloletniego przyjaciela Maxa, który był moim kompanem w wycieczkach, rajdach. Słuchał, nie marudził, nie gadał, po prostu był. Na pocieszenie dostałam kotkę o imieniu Zorra, dziwny kot z niej, łasic się nie lubi, czasami pogada coś do mnie, ale jednak kot to nie to samo co pies.
Dobra było minęło, teraz wznawiam działalność :-), dalej będzie o wszystkim: ogrodowo, domowo, będzie zrób to sama, będzie ładnie, pięknie i kreatywnie. Mam nadzieję, że ciekawie.
Zapraszam
środa, 21 stycznia 2015
Babcia i Dziadek tyle wspomnień w prostych słowach.
Pamiętam jak chodziliśmy codziennie do Prusowa do Babci, rzadko
tylko po to żeby się bawić zazwyczaj było mnóstwo roboty, a to żniwa, albo
sianokosy, albo wykopki, zawsze było coś do roboty, ale czas spędzony wspominam
nie tylko ja, ale chyba każdy z wnuków bardzo miło i ciepło, a to wszystko tylko
dzięki Babci i Dziadkowi.
Pamiętam chleb ze gęstą śmietaną, która spływała aż po
łokcie i którą się po prostu zlizywało i placki z blachy i kogiel-mogiel i „gościnkę”,
którą nam Babcia robiła z kawą zbożową i plackiem marchewkowym.
Często paliliśmy ogniska, goniliśmy po lesie, czasami spaliśmy na sianie, jeździliśmy w rurach od dmuchawy, w szopie siadywaliśmy w dziewięć osób na konia, a największą frajdę mieliśmy jak nam dziadek wyprowadził konia i robiliśmy wesele, za welon służyła firanka, którą nam babcia "dała", a stary kabot grał rolę garnituru, później „młoda para” jechała na koniu na przejażdżkę do Kopca, ale że koń służył do pracy i rzadko można było na nim pojeździć to próbowaliśmy jeździć też na krowach, nie zawsze z dobrym skutkiem, ale zawsze cichaczem coby Babcia nie widziała.
Wieczór doiliśmy krowy, każdy do swojego gorcka, myliśmy się w jednej misce, mówiliśmy wspólnie pacierz, spaliśmy po czterech w jednym łóżku dwóch w głowie w nogach, największą radością było spać na sienniku w Dziadkowym, albo Frankowym łóżku.
Często paliliśmy ogniska, goniliśmy po lesie, czasami spaliśmy na sianie, jeździliśmy w rurach od dmuchawy, w szopie siadywaliśmy w dziewięć osób na konia, a największą frajdę mieliśmy jak nam dziadek wyprowadził konia i robiliśmy wesele, za welon służyła firanka, którą nam babcia "dała", a stary kabot grał rolę garnituru, później „młoda para” jechała na koniu na przejażdżkę do Kopca, ale że koń służył do pracy i rzadko można było na nim pojeździć to próbowaliśmy jeździć też na krowach, nie zawsze z dobrym skutkiem, ale zawsze cichaczem coby Babcia nie widziała.
Wieczór doiliśmy krowy, każdy do swojego gorcka, myliśmy się w jednej misce, mówiliśmy wspólnie pacierz, spaliśmy po czterech w jednym łóżku dwóch w głowie w nogach, największą radością było spać na sienniku w Dziadkowym, albo Frankowym łóżku.
Nie ważne były dla nas pieniądze nie mieliśmy potrzeby chodzenia do sklepu, wszystko,
co potrzebowaliśmy było u Babci i Dziadka.
Babci była skromną kobieta nigdy nie mówiła o wielkiej miłości o tym jak to nas bardzo kocha, ale wiedzieliśmy jak bardzo, a wszystko, co robiła było przepełnione miłością i modlitwą za nami, a kiedy po latach mieszkałyśmy razem pamiętam jak cieszyła się na widok każdego „skarba”, który ją odwiedzał i chociaż mnie widziała codziennie to z taką samo radością i miłością witała mnie każdego ranka na kawie.
Teraz, kiedy jej już nie ma z nami wspominam ją codziennie, bo nadal chodzę rano na kawę do jej pokoju i choć teraz jakoś tak pusto to wiem, że cieszyłaby się, że ktoś ją odwiedził.
Babci była skromną kobieta nigdy nie mówiła o wielkiej miłości o tym jak to nas bardzo kocha, ale wiedzieliśmy jak bardzo, a wszystko, co robiła było przepełnione miłością i modlitwą za nami, a kiedy po latach mieszkałyśmy razem pamiętam jak cieszyła się na widok każdego „skarba”, który ją odwiedzał i chociaż mnie widziała codziennie to z taką samo radością i miłością witała mnie każdego ranka na kawie.
Teraz, kiedy jej już nie ma z nami wspominam ją codziennie, bo nadal chodzę rano na kawę do jej pokoju i choć teraz jakoś tak pusto to wiem, że cieszyłaby się, że ktoś ją odwiedził.
Babciu, kiedyś się jeszcze spotkamy i wypijemy wspólnie kawę, teraz czekaj na
nas cierpliwie i wstawiaj się za nami wnukami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















